Nie było mnie, a czas leci.
Chciałam coś pisnąć, choć słowo, ale po przeczytaniu ostatniego posta mojej ulubionej Sasieńki zaniemówiłam...
"Historia pewnego krwotoku...
Przycichłam... Skrzydła krótko przycięte trochę krwawią...
Przyłożyłam bandaż z marzeń, ale stary był jakiś, z dziurami wyżartymi przez rzeczywistość.
Strach zachłannie chłepce ciepłą jeszcze ciecz, skurwysyn.
Bezsilność rozsiadła się bezwstydnie przy gardle - czeka na swoją kolej.
Zapowiedział się też Chaos – jak go znam, przybędzie na pewno."
Zamarłam... trafiło mnie...
Odebrałam bardzo osobiście... może nie powinnam? Ale tak się stało.
Muszę przeczekać...