Wpisy z tagiem: szycie
piątek, 23 marca 2012
... tak właśnie... szyję dalej i to dla dzieci i to przez dziecię, ufff Powoli sobie przypominam jak to jest zasiadywać przy maszynie. Powrót do szycia zapoczątkowały lalki Tildy, które pokazywałam kilka postów wczesniej. Szycie powróciło na prośbę mojej małej córeczki, "Mamuś usyj mi taką lalę i... misia i...". Inspiracją bywają gazety z gadżetami dla domu, książki np takie jak książki o ozdabianiu wnętrz czy ostatnio wydane tildowe książki takie jak "Radosne dekoracje" i inne, różne obrazki itp. ...i właśnie tak zaczęłam zasiadywać po troszeczku przy maszynie, choć pierwsza lala poszła na piechotę, zupełnie bez maszyny. Potem były serduszka, teraz są domki, bo "takie ładne som te domki, mama usyj plosze'. Cóż... już są i wiszą domki i woreczek na drobiazgi. A wieszak, właśnie wieszak jakiś rok temu trafił do pokoiku młodej. Potraktowany bejcą i przecierką biało-ecrie, aby pasował do reszty wystroju Misiowego pokoiku. Pozdrawiam Margo
wtorek, 20 marca 2012
Troszkę szyję ostatnio... choć dawno tego nie robiłam, ale przypominam sobie powoli. Te moje wytworki uszyłam jeszcze tak na walentynki. Moga służyć jako ozdobne zawieszki, bombki czy dodatek do dekoracji. Te w komplecie uszyłam ze zwykłego, ale uroczego materiału bawełnianego, chyba przeznaczonego na ściereczki kuchenne. Pozostałe serduszka uszyte zostało z innego materiału. Pomarańczowe jest filcowe, różowe polarowe, a w różyczki to czyściutka bawełna - miałam ich kilka, ale ostało się tylko jedno. Szycia troszkę nauczyła mnie moja mama, jak byłam jeszcze małolatą. W moim rodzinnym domu zawsze coś się szyło, przerabiało, haftowało czy dziergało na drutach. Nawet tata brał w tym udział. Było dzięki temu fajnie. Mama zdobywała gdzieś fajny materiał albo włóczkę, bo czasy były ciężkie, i brałyśmy się do roboty. Powstawały wtedy różne ciekawe rzeczy, których nie było w sklepach. Z czasem wyszło tak, że mama coś zaczynała, a ja dorywałam się do tej roboty jak głupi do sera i już nikomu nie pozwalałam się zbliżać. A jak byłam już troszkę starsza to tylko powstawało hasło, że coś np. "szyjemy" i bralam się do roboty sama i odciążałam w takich sprawach mamę. Tak sobie myślę, że dzięki temu, coś mi pozostało w głowie i przez takie podejście do robótek ręcznych mam teraz do nich ciągoty i lubię je bardzo.
niedziela, 08 stycznia 2012
Na wstępie życzę wszystkim odwiedzającym mojego bloga Szczęśliwego Nowego Roku i lepszego we wszystkim za co się bierzemy oraz dużo miłości i samych dobroci...
A teraz moje pierwsze tildy...
moja pierwsza tildowa laleczka "Janioł", bo tak ma na imię od samego początku, uszyta została na niespodziewaną i zaskakującą prośbę mojej malutkiej córeczki. Któregoś zupełnie normalnego dnia przyszła do mnie i najzwyczajniej w świecie poprosiła: "Mamuś usyj mi lale janiołka, plosze". I po chwilowym zapowietrzeniu się odparłam, że owszem uszyję i obiecuję. Jednak nie miałam pojęcia od czego zacząć. Co prawda z szyciem miałam swego czasu do czynienia, ale dawno jako nastolatka i mała dziewczynka, bo zawsze coś szyłam dla swoich lal i przerabiałam dla siebie i domu... mama zawsze wrabiała mnie w szycie zasłon, poduszek i innych domowych wystrojów... Z racji, że mam jakieś pojęcie do czego służy maszyna, igła i nici, poszperałam trochę po necie i po koleżeńskich blogach szyjących znajomych i... zaczęłam kombinować... szblon, ołówek, kartka, materiał, nici i do roboty... zaczęłam Tak z tego dumania udziergałam zupełnie ręcznie mojego Pierwszego Anioła - zdjęcia później jak zdołam go uchwycić w kadr. Udziergałam również i spodnie i bluzę, a teraz siedzę nad sukienką, bo bluza już "bludna stlasznie". Sukienka w stylu takim samym jak mają lale-anioły poniżej.
A na fotce poniżej siedzi drugi uszyty przeze mnie Anioł... bo... zdjęcia pierwszej lali jeszcze nie zdążyłam pstryknąć, gdyż wciąż jest w ruchu i biega wszędzie z moją Misią co utrudnia sesję. Biżuteria moich Anielic... Skrzydełka również są... na miejscu Fryzura jak na anioła przystało... A tutaj Anielica trzecia w kolejce jak wyszła spod moich paluszków... I dwie razem w czałek okazałości Wzrostu słusznego, bo wszystkie trzy około 55 cm wzrostu mają Tak jak wspominałam pierwszą uszyłam od samego początku do końca ręcznie, dwie pozostałe poszły już maszynowo. Sukienki w stylu Jane Austen.
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fajne ciekawe i pomocne
Moja galeria
Zaglądam, podglądam i podziwiam
Tagi
W większości prace prezentowane na moim blogu są dostępne w sklepiku. Jeżeli któraś z prac „przypadła CI do gustu” i chciałbyś ją mieć, proszę o kontakt ze mną.
Wszystkie umieszczone na blogu opisy, teksty, zdjęcia i prace są mojego autorstwa i przeze mnie wykonane. Jeśli autorem jest ktoś inny to zamieszczam o tym informację. Proszę i nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich zdjęć, tekstów i prac bez mojej zgody. |