Wpisy z tagiem: rękodzieło artystyczne
piątek, 17 września 2010
Z serii "znalezionych wykopalisk" wynalazłam będąc u mamy takie oto cudeńka, które własnoręcznie zostały wydziergane przez mą skromną osobę. Obdarowana mama nie wyrzuca takich skarbów tylko prezentuje je na ścianie dla oczu wszystkich. Co mnię troszkę przeraża, ale ona uważa, że to są dzieła i wymagają prezentowania. Tak jak wspominałam już dawno, decoupagem zainteresowałam się dobrych kilka lat temu, po długich poszukiwaniach, które pomogłyby mi zaspokoić moje "drzemiące" potrzeby artystyczne. Tak to się zaczęło... spróbowałam i już pozostałam wierna decou. Jednak nim odnalazłam decoupage imałam się przeróżnych artystycznych dziedzin i jedną z nich właśnie było haftowanie. Przede wszystkim zainteresował mnie haft kżyżykowy. Początkowo haftowałam na kanwach z namalowanymi obrazkami. Takie już gotowe do haftowania, jednak z czasem już przygotowywałam sobie sama kanwę i wybierałam co chciałabym wyhaftować. Z tego co pamiętam to kilka późniejszych prac nabyto drogą kupna i już ich dawno nawet nie pamiętam, a nie upamiętniłam ich na zdjęciach. A szkoda. Przedstawione poniżej to jedne z pierwszych moich hafciarskich zapędów. Nie zapieram się, że już nigdy. Może wrócę do tych robótek za jakiś czas. Nawet znalazłam trzy prace rozmemłane i nie dokończone, a tak nie lubię. Dokończę kiedyś to pokażę.
A to kwiaty w wazonie. Tylko obrazek za szybką i nie mogłam dobrze go uchwycić, bo odbijało mi się światełko.
Troszkę bliżej
Domek w wiosennej atmosferze
Tutaj mamy zimowe klimaty. Pamiętam cięzka robota była z tym lasem i prześwitującym słońcem. Jednak się udało.
Innych prac nie mam uwiecznionych na zdjęciach, a szkoda wielka i pamiątka jaka miła by była. A tak muszę wydziergać nowe zapewnie. Pozdrawiam wszystkich.
sobota, 11 września 2010
Moim natchnieniem w jednych z ostatnich pomysłów są róże... Tak wdzięcznymi kwiatami są jedynie tylko one. Nawet jeżeli coś nie wychodzi, to róża ma to coś w sobie, że praca i tak jest atrakcyjna. Jest to jeden z moich ulubionych kwiatów. Świat bez róż byłby smutny. Do tego są bardzo fotogeniczne i wdzięczne... w wazonie, na fotografiach, w pracach artystycznych czy w naturze. Są poprostu piękne i mają piękne dusze. Każdy kolor wyraża coś innego, a szczególnie kolory róż. Jedne są bardziej namiętne, inne drapieżne... Pewnie dzięki temu we wszystkim im "do twarzy"... A wracając do tematu, to miałam taką ogromną potrzebę pokazania ich piękna, że nadałam nowe życie kilku przedmiotom z nimi w roli głównej. Poniżej przedstawiam szukające właściciela "Różane trio" będące tylko początkiem... różanego natchnienia.
W skład trio wchodzą, ale nie obowiązkowo: butelka na naleweczkę... chustecznik na smarkatki... pojemniczek kieszonka na np. filtry do kawy, ale niekoniecznie... wedle uznania...
A tak wygląda trio w wersji czarno-białej
Chustecznik solo... (w troszkę innym świetle)
W stylu shabby chic... (dla mnie bosko)
czwartek, 09 września 2010
Będąc w odwiedzinach u Mamy porobiłam troszkę zdjęć rzeczy, które z okazji różnych okazji i bez, otrzymywała od swojej córeczki. Zdjęć wcześniej nie zdążyłam zrobić, gdyż chodziło o prezent i działałam pod wpływem chwili. Niektóre z tych rzeczy mają nawet po kilka, a może nawet kilkanaście lat. Niektóre zaś są całkiem nowe. Dzisiaj wstawię parę decoupage'owych dziełek, a następnym razem pochwalę się resztą. Różany chustecznik na smarkatki - miał pasować do zielonej łazienki
Różany obraz dla Mamy - pierwszy jaki wykonałam na nierównościach i na innej ścianie, a nie należy do małych obrazków
Wymarzony Śniegowy wazon... w 3D, z pastą strukturalną, piaskiem, i brokatowym lakierem, aby śnieg był jak najbardziej naturalny i się udało
zaśnieżona góra wazony w błękitach nieba
a tutaj dół wazonu, również pełen śniegu, dużo śniegu
Tak na koniec, chciałam wszystkich zaglądających na mojego skromnego bloga pozdrowić i podziękować za miłe odwiedziny, jak również zaprosić ponownie. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Was. Miło, że zaglądacie...
sobota, 28 sierpnia 2010
Tak się złożyło, że ostatnimi czasy "walczyłam", na prośbę, z monidłem. Zamówienie przyjęłam od sympatycznej somsiadki. Nigdy nie robiłam czegoś takiego, ale bawiłam się tzw. malarskim decoupage'm. Postanowiłam więc, spróbować sił swoich. Monidło to, miało być prezentem ślubnym dla somsiadkowej córy, która ślub brała na początku sierpnia. Czas ślubu minął, a ja jak widać do dnia dzisiejszego ani mru mru na ten temat. Wcześniej nie chciałam nic pisać, gdyż obawiałam się ewentualnych odwiedzin na blogu somsiadowej córy przed datą zaślubin, więc sprawa się odwlekła. Teraz jest już dawno po i nadszedł czas ujawnienia, gdyż prezent został mile przyjęty. Wyzwanie było spore, gdyż jak wcześniej pisałam, nigdy nie pracowałam nad taką kompozycją. Jednak się udało. Podstawą było zdjęcie młodej pary z jakiś wcześniejszych wakacji. Zdjęć nie miałam za dużo do wyboru, ale coś udało się wybrać z tych otrzymanych. Praktycznie ze zdjęcia pozostały twarze, a reszta została poprawiona, zamalowana, domalowana, namalowana. Efekt końcowy miał być lekko wesoło karykaturowaty młodej pary. Miało być lekko "wiejsko-czarodziejsko" na wesoło i zalatywać małym obciachem, co pomogły mi stroje dawno niemodne. Główną rolę przy powstawaniu monidła odegrał pędzel. Największą zmorą było jednak lakierowanie. Sama już nie wiem w ilu warstwach (ale napewno powyżej dwudziestu warst), ponieważ chciałam wtopić wszystko w całość. Dla tych, którzy nie spotkali się z nazwą monidła przybliżam lekko ten termin. Według internetowej wikipedii... Monidło to rodzaj realistycznego obrazu, portretu namalowanego najczęściej na podstawie zdjęcia ślubnego. Często to samo czarno-białe zdjęcie oprawione w ramę. Wieszane najczęściej nad łożem małżeńskim. Charakterystyczną cechą tego zazwyczaj czarno-białego obrazu były podkolorowania przede wszystkim na czerwono usta czy lazurowo-niebieskie oczy. Inne detale były retuszowane. Często postaciom domalowywano bardziej kosztowne stroje niż w rzeczywistości. W moim wypadku także to nastąpiło, ale odwrotnie. Monidła po raz pierwszy pojawiły się w XIX wieku w Polsce, jako tańsza alternatywa tradycyjnych portretów, które z powodu zdecydowanie wyższej ceny, były popularne jedynie w zamożniejszych warstwach społeczeństwa. Monidła natomiast rozpowszechniły się wśród mniej zamożnych warstw, szczególnie wśród chłopów. Po II wojnie światowej straciły na popularności i z czasem stały się synonimem kiczu. Monidło stanowi osnowę akcji opowiadania Jana Himilsbacha oraz nakręconego na jego podstawie filmu Antoniego Krauzego (1969). Nazwa nagrody głównej wręczanej od 2008 roku podczas festiwalu Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim też nosi nazwę Monidło. Monidła najczęściej były bardzo poważne i smutne. Mnie się zawsze kojarzyły ze smutnym zdarzeniem rodzinnym, zamiast ze ślubem. Może to wynikało z tego, że kiedyś małżonkowie byli wybierani przez rodziców, zamiast przez zainteresowanych. Postanowiłam więc co nieco zmienić: moi bohaterowie są uśmiechnięci i weseli, czyli znowu odwrotnie, ale celowo. I kolorystyka bardziej w sepii niż czarno-biała, ale to na życzenie zamawiającej. A oto efekt...
Lekko z boku...
W wersji czarno-białej...
Tutaj chodziło o pokazanie lekko obciachowych detali, przez co twarze lekko się zniekształciły.
Druga strona, na której dołączone życzenia od rodziców...
Mówiąc szczerze, przy tworzeniu monidła bawiłam się przednie. Polecam.
środa, 18 sierpnia 2010
Często się zdarza, że idąc do "ciężarnych" znajomych na tzw. "brzuszkowe", które ostatnimi czasy stało się bardzo modne, czy w odwiedziny do nowonarodzonego dzidziusia chcemy coś kupić w prezencie. Wiemy, że chcemy coś kupić, ale tak naprawdę nie wiemy co, bo albo prezent się nie spodoba, albo wyprawka już dawno gotowa, albo... Idąc tym tropem zabrałam się za, obok mojego ukochanego decoupage'u, stworzenie prezentu, który zawsze będzie przydatny i na czasie. Powód?! Pieluch nigdy za wiele... o każdej porze dnia i nocy "zdają egzamin". Tym sposobem zabrałam się za tworzenie, bardzo modnych w innych krajach, tortów pieluszkowych. Tort taki powstaje z pieluszek i wszelkiego rodzaju dodatków typu zabawki, ciuszki, smoki, kokardki... itp. drobiazgów. Ozdobienie tortu może być w różnej kolorystyce, dla dziewczynki, dla chłopca, bądź w neutralnym kolorze. Wiadomo, im więcej dodatków tym koszt takiego tortu jest większy. Poniżej przedstawiam gotowe już małe arcydzieło, które będzie jutro jeszcze zawinięte w folię, zawiązane kokardą i wystawione w poszukiwaniu zainteresowanych. Tort powstał trzywarstwowy w kolorze czerwonym, kolorze pełnym miłości... jego wymiary to około 43 cm wysokości z misiem i 33 cm średnicy - dolna warstwa. Tort jest moim rękodziełem...
Ewentualnych zainteresowanych takowym prezentem dla dzidziusia proszę o kontakt.
Tort "I love you"
Torcik w zbliżeniu...
sobota, 14 sierpnia 2010
(zdjęcie pochodzi z netu) Witam wszystkich zaglądajacych na mojego bloga. Wiem, że raz bywam tutaj częściej, a raz troszkę rzadziej. Wynika to jednak nie od mojego widzimisię tylko wszystko to kwestia czasu. Chciałabym dzisiaj troszeczkę się, może nie zareklamować, ale poinformować wszystkich zainteresowanych, że w mojej małej pracowni można złożyć zamówienie na indywidualne stworzenie, pobudzenie do życia i wykonanie przedmiotów, mebli, prezentów jak też ozdób dla domu. Moje prace są unikatowe i niepowtarzalne, wykonane własnoręcznie przeze mnie na różnego rodzaju przedmiotach. Powstają z chęci a nie z musu, dzięki temu mają duszę. Prace są wykonane wszelaką techniką decoupage. Większą część prac, które pokazałam już wcześniej na blogu zostały wykonane na zamówienie, bądź z potrzeby chwili i natchnienia. Inspiracę czerpię ze świata nas otaczającego... Jeśli danej rzeczy już nie mam mogę stworzyć podobną, bądź inną na zamówienie. Jeśli jesteście zainteresowani proszę o kontakt mailowy bądź telefoniczny do znalezienia na mojej stronie Zapraszam do mojej Pracowni "Zaczarowany Kociołek Margo"
czwartek, 20 maja 2010
Nie było mnie, a czas nieubłagalnie pędzi do przodu. Nim się zorientowałam kwiecień już się skończył, a zawsze miałam z nim problem, gdyż bardzo się dłużył. Pochłonęło mnie życie codziennej rzeczywistości. Sprawy, których nie można odkładać na potem. Każdy z nas ma obowiązki, z których nie możne zrezygnować. Są też pewne sprawy, warte innych poświęceń. Nawet tych malutkich. Zapach bzu, po bułgarsku Lulka, przypomniał mi, że muszę na chwilkę przysiąść i odsapnąć, aby nabrać troszkę sił na dalsze pomysły i cierpliwość do otaczającego nas świata. Jak pafnie... uff... Miałam również troszkę zamówień, z których staram się wywiązać jak należy, na czas i w miarę możliwości. I tym sposobem powstało kilka butelek, zegar dla mojej przyjaciółki jeszcze w fazie wykańczania, jak również tajemnicza skrzynka na prezent przyjaciółki znajomej i parę drobiazgów. Prace te pokażę w najbliższych odsłonach. A dzisiaj wstawię kilka zdjątek, czekających na swoją kolej w zakamarkach mojego kompa-Tadeyra. Zacznę od butelek...
W pojedyńczej odsłonie butla pisarza...
Butla muzyczna...
Jeszcze raz butla pisarza artysty w przybliżeniu...
Deseczki na wyrywane kalendarze. Każda inaczej wykonana... decoupage klasyczny, crackl i w stylu shabby chic...
i w innej odsłonie...
Postarzana ozdobna deseczka z bukietem bratków...
Deska zawieszka na klucze...
I w stylu bardziej romantycznym: anielska deska na klucze... tutaj jeszcze bez haczyków...
Lustro dla romantycznej Pani... Trzy deseczki- zakładki...
i druga strona...
Mała różana butelunia... I tak wreszcie udało mi się wstawić parę zdjęć, które czekały w kolejce od dawna. Niektórych rzeczy już nie mam, więc nie mam możliwości poprawienia jakości zdjęć, choć wiem że zdjęcia nie są w najlepszym wydaniu. Jednak to jedyne jakie posiadam.
piątek, 09 kwietnia 2010
Dzisiaj zaczynam posta sama nie wiedzieć od czego... Mam wolnego kompa... Krasnal złapał drzemkę, więc... hmm... Mam kilka flaszeczek ostatnio wykończonych już na odpowiedni połysk, więc tak pomyślałam, że wstawię. Flaszeczki trzy wykonane techniką decoupage klasycznego. Jedna dodatkowo specjalnie postarzana, bo miała wygladać na "zużytą". Druga klasyczna w jabłuszka, które swoją urodą urzekły mnie niezmiernie. Trzecia posiadająca okienko została potraktowana, jakże moim ulubionym cracklem jednoskładnikowym, dla otrzymania zupełnie innego charakteru, z dodatkiem tak soczystej morelki, że aż prosi się o napełnienie jej podobną zawartością.
A tu odsłona każdej butelczyny z osobna, gdyż zasłużyły sobie na to wielką cierpliwością do rąk twórcy.
Co do crackla jednoskładnikowego, to zawsze mnie ciekawi: czy po nałożeniu farby popęka tak jak ja sobie tego życzę, czy zupełnie inaczej. W większości przypadkach potrafi mnie jednak zaskoczyć... w obu kierunkach. Tutaj akurat pęknięcia powstały takie jak sobie tego życzyłam...uff... małe i drobne, ale zdarza się że wychodzi inaczej. Zaznaczam, że mówię tu o jednakowej metodzie nałożenia farby na crackla.
Czy te jabłuszka nie są wyjątkowe...
A tutaj to już chyba wykaz choroby związanej z wykańczaniem moich kompozycji. Z tego co widzę to chyba choroba nieuleczalna już. Wżarta w moje patrzenie na świat i przedmioty, które mnie otaczają. Czasami strasznie dołująca, szczegółnie jak gdzieś w sklepie dorwę coś z decu, odwrócę... i szok! Klapa... niewykończone, zamazane, brudne, zafajdane, bo przecież nie widać. Wszystko mi wtedy opada... dosłownie... no prawie. Czepiam się!? Sorrrrki. Już nie będę.
wtorek, 06 kwietnia 2010
Święta, święta i już po świętach. Wielkie przygotowania jaj na pisanki i nie tylko jaj choć przede wszystkim, a tu niespodzianka... święta już minęły. Choć miło pogoda nam dopisała... nieprawdaż? Było pięknie, słonecznie i tak wiosennie, aż serduszko się radowało w przeciwieństwie do dzisiejszej aury za oknem... Jak się okazało jeszcze zawieruszyło się jedno jajo u mnie na warsztacie, które zostało wykończone i obstrykane aparatem. Jeszcze dobrze nie wyschło jak zostało nabyte przez koleżankę... Tak prezentuje się dyndając na drzewku... A tutaj na serwecie właścicielki jajka... Wykonanie jajka: Jajucho wykonane techniką decoupage przy użyciu pasty strukturalnej, która nadała taki nieco bałaganiarski wygląd, dzięki temu najbardziej mi się podoba. Wszystko wykonane tak jak w decoupage'u tradycyjnym. Deseczka z mdf wycięta w kształcie jajusia z dziurką na czubku, aby łatwiej się prezentowało po wykończeniu. Deseczka pomalowana została farbą podkładową, a później farbą w jasnym kolorze - pomalowana pędzlem. Kolejną warstwę farb już bardziej cieniowaną po środku jajeczka nałożyłam gąbeczką, gdyż moim zdaniem ładniej wtapiają się w siebie kolory. Ale aby się w siebie wtapiały użyłam opóźniacza do wysychania farb. Po wyschnięciu tła dodałam motyw kuraków wyrwany z serwetki i po wyschnięciu polakierowałam. Kolejnym ruchem było nałożenie pasty stukturalnej w kolorze białym, która zakryła częściowo przygotowane wcześniej tło. Po wyschnięciu wzięłam się za cieniowanie pasty i ptaszysk. Ostatnim etapem jest lakierowanie wielu warstw. Należy jednak uważać przy nakładaniu lakieru, aby nie pozbyć się wykonanych wcześniej nierówności pasty strukturalnej. I na tym jaju skończę jajowaty okres świąteczny, oczekując na wiele śłońca i pogody pięknej, czego i Wam odwiedzającym mnie tutaj na blogu życzę.
wtorek, 30 marca 2010
Tak jeszcze wracając do spraw jajowych popełniłam kilka, lecz nie do końca one jajowate są. Jaja płaskie wykonane z płyty mdf. Jajo przypominają jedynie kształtem. Zrobiłam tak na spróbowanie. Ciekawa efektu. Troszkę urzyłam podkładu, farb, crackla, konturówki, brokatu i past strukturalnych. I gotowe. Jaja są płaskie to nadają się nawet do powieszenia przy oknie czy ścianie. Malowane są ze stron obu, więc kolorowo i w domku i za oknem. A oto taki wyszedł sztuk. Trzy jajeczka... Jajeczko duże z jednej strony z kurką
To samo jajo z drugiej stronki z kogucikiem w troszkę innej tonacji kolorystycznej
Również duże jajo w żonkilki z obu stron...
Jajeczko z serii mniejszych wycracklane z kogucikiem
i z kurką z drugiej strony
I jeszcze jedno jajo z serii mniejszych
Jajusia już wyschnięte i oczekujące na powieszenie w domowych pieleszach ze świątecznym nastrojem. I na tym chyba koniec, w tym roku oczywiście, serii jajkarskiego wyrobu ozdób wielkanocnych. Ominęły mnie zajączki i baranki, tak więc mam z czym szaleć w następnej odsłonie wielkanocnej.
I tak na koniec mojego wpisu... robię to dziś, gdyż później - znając mnie - mogę nie zdążyć... Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających na mojego bloga i życzę świątecznego nastroju, spokoju ducha, smacznej pisanki, miłych Świąt Wielkanocnych oraz mokrego lanego poniedziałku. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fajne ciekawe i pomocne
Moja galeria
Zaglądam, podglądam i podziwiam
Tagi
W większości prace prezentowane na moim blogu są dostępne w sklepiku. Jeżeli któraś z prac „przypadła CI do gustu” i chciałbyś ją mieć, proszę o kontakt ze mną.
Wszystkie umieszczone na blogu opisy, teksty, zdjęcia i prace są mojego autorstwa i przeze mnie wykonane. Jeśli autorem jest ktoś inny to zamieszczam o tym informację. Proszę i nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich zdjęć, tekstów i prac bez mojej zgody. |