To, że mnie tu nie było małą chwilę to nie znaczy, że nic nie poczyniłam w międzyczasie. A jakże... Tym razem typowo dla siebie działałam...
Dostałam lustro nie takie znowu stare, ale kilkuletnie i bez żadnych urazów. Jednak znudziło się właścicielom i postanowili go wyrzucić, bądź oddać. Skandal pomyślałam! Przygarnęłam, bo szkoda było go się pozbyć, a może wylądowałoby na śmietniku. Przygarnęłam choć totalnie rama mi nie pasowała, gdyż płyta mdf oblepiona okleiną w kolorze niby brązowym z czarnymi, maszynowymi przyciemnieniami wyglądała "nie w moim stylu". Ot takie sobie...
Widząc w nim, w tym lustrze, potencjał zaopiekowałam się nim od razu. Miejsce docelowe wynikło podczas przygotowań i jego "renowacji".
Popatrzcie sami czy teraz nie jest niezwykłe?
Pobielone i postarzone przecierkami w odcieniach brązu pasującym do pozostałych mebli.

To góra lustra. Bardzo podoba mi się ten wystający gzymsik nad nim...

A tutaj już dolna jegoo część...

To były fragmenty,
a teraz w całej okazałości...
a miejsce jak widać się znalazło w sam raz...
