Tak już jest, ze raz zaglądam tutaj kilka razy dziennie, a innym razem rzadziej zdeczka.
Nie tłumacze się wcale, wiecie jak jest i pewnikiem u każdego z nas tak bywa.
Tym razem również zajmę Was moją kolejną rzeczą, którą wykonałam dla swojego domu...
Dzisiaj pochwalę się moim nowym tworem, czyli kolejną manekinową lampą stołową, która stanęła, tym razem, w prawie centralnym miejscu salonu... w miejscu gdzie zawsze brakowało mi światła i jakiegoś oświetlenia. Tak też powstała moja nowa stara lampa. Stara ponieważ noga i cała podstawa została przechwycona z babcinej rupieciarni, zaś klosz dokupiony w odpowiednim rozmiarze, ponieważ musiał sobą podwyższyć i nadać kształt powstałej lampie. Kiecka na abażur powstała z wyszukanej i kupionej ze względu na koronki, dawno temu bluzeczki w sklepie typu ciocholandzik. Guziczki zostały ozdobione pięknymi małymi różyczkami w białym kolorze. A pasek ze starej, tym razej maminej, koronki. Wszysko poupinałam w całość i lampa manekin została ukończona. Wracając do podstawy to nie przerabiałam jej wcale, gdyż podoba mi się taka jaka jest.
